To działa! Jak pomóc w samodzielnej nauce dziecku?

Poduszaki Dziewczynka pisze

– Pomóż mi!
Czy często słyszycie te słowa i… pomagacie, wyręczając swoje dziecko, czyli wykonując część, większość, całość pracy za nie?
Mi to się zdarzało. Bywało też tak, że podirytowana odmawiałam pomocy, żeby nauczyć samodzielności i ze złością w głosie wydawałam polecenia, mówiłam o obowiązkach. Jednak rezultat nie cieszył… A czasem go po prostu nie było, za to pojawiały się nieprzyjemne uczucia z obu stron…
Opowiem Wam, co zadziało się dziś…
Usłyszałam dokładnie te słowa: Mamo pomóż mi i… pojawiło się podirytowanie, ponieważ właśnie siedziałam przy laptopie pracując i czułam się wybita z rytmu. Sapnęłam i… pomyślałam, że skoro już z tego rytmu wybita jestem, to… zastosuję to, czego sama uczę, czyli, że podstawą do pomocy w rozwiązaniu problemu jest wysłuchanie na czym on polega i pozwolenie dziecku, by samo go rozwiązało. Odetchnęłam więc głęboko, to pomaga wrócić do stanu spokoju i zapytałam: jak mogę ci pomóc?
– Nie wiem jak rozwiązać to zadanie. Nie rozumiem. – powiedziała moja dziewięcioletnia córeczka. Odetchnęłam znowu, by nie brać się za rozwiązywanie w głowie jej problemu, tylko pomóc jej zrobić to samej.
– A jak możesz się dowiedzieć? Co trzeba zrobić? – wspomogłam się pytaniami.
– Trzeba przeczytać polecenie. Posłuchasz? – pierwszy krok miałyśmy za sobą.
Potem okazało się, że w poleceniu podzielonym na kawałki jest prawie zawarte rozwiązanie i dziecko podziękowało mi za pomoc. A ja zdziwiona, że łatwo poszło, kolejny raz odetchnęłam. I też podziękowałam. Za to, że zaufała mi i poprosiła mnie o pomoc, za to, że chociaż na początku bała się, że nie da rady, podjęła trud i sama wykonała zadanie.
Po raz kolejny przekonałam się, że spokojne danie uwagi, obecność i po prostu wysłuchanie powoduje, że pomagamy drugiej osobie znaleźć rozwiązanie. I działa to bardzo podobnie w przypadku dorosłych i dzieci. Uczymy w ten sposób samodzielności w diagnozowaniu problemu, pewności siebie, mądrości w znajdowaniu rozwiązań a nasza więź wzmacnia się i dodaje skrzydeł. Przynajmniej ja się teraz tak czuję i dlatego na gorąco chciałam się tym z Wami podzielić.
I potem warto sobie za to podziękować, mówiąc konkretnie 1. jaka była korzyść dla nas i dla dziecka, 2.jaka trudność została pokonana, 3. Jaką mocna stronę, wartość pokazało dziecko. I zawsze kończyć słowem dziękuję. Wg badań dr Kelly McGonigal z Uniwersytetu Stanford takie krótkie konkretne podziękowanie z docenieniem jest jedną z podstaw budowania więzi i odporności psychicznej, a tego przecież sobie i naszym dzieciom życzymy. 🙂 Dobrego dnia

cofnij