Nie rób tego!!!

Nie zdejmuj bluzy! – powiedział tata do małego biegającego wokół niego chłopca z mocnymi kolorami na twarzy. – Czy widzisz kogoś w krótkim rękawku? No, oprócz mnie. – dodał po chwili. Jak często w te sposób mówisz do dziecka? A ono TO właśnie robi… I nie dziw się, ponieważ dzieci uczą się obserwując, a my jesteśmy dla nich najwyższym autorytetem. I nie tak bardzo liczy się to co mówimy, tylko jaki to ma skutek, jak ma się do rzeczywistości. Do momentu, kiedy nie zamienimy tego komunikatu wzmacniamy obraz TEGO, czego mamy nie robić. Jak to działa, pisałam już w artykule Nie myśl o różowym słoniu Oczywiście rzeczywistość nie jest jednowymiarowa, jednak może następnym razem warto zacząć w SOBIE wyrabiać nawyk refleksji, CO chcemy powiedzieć i PO CO, oraz JAK.
PO CO – niesie w sobie motywację do działania. Jeśli nie będziemy manipulować zachowaniem dziecka, tylko pokażemy mu rzeczywistą korzyść, nie tylko mamy większe szanse na skuteczny komunikat, ale i wzmocnimy to zachowanie na przyszłość.
CO i JAK – używajmy pozytywnego języka, dostosowanego do możliwości poznawczych dziecka, odwołująego się do znanych mu obrazów, dźwieków, doznań i odczuć.
Przykład? Jeśli ciepło się ubierzesz, będziesz zdrowy i będziemy mogli wychodzić na rower, do parku lub podajmy inną ulubioną aktywność dziecka, która nie może dojść do skutku, kiedy jest chore.
Nie odwołujmy się do kar i nagród, tych emocjonalnych również. Często nie zdajemy sobie sprawy, że powiedzenie, o tym, że będziemy kochać bardziej kiedy dziecko coś zrobi, jest sygnałem, że nasze uczucia w stosunku do niego zależą od zachowań. A przecież miłość jest bezwarunkowa.
Taki prosty trening refleksyjnego podejścia do umiejętności społecznych i oddzielania ich od uczuć, wzmacnia i rodzica i dziecko. Uczy, z jakiego powodu warto coś robić, daje podstawy tworzenia realnego obrazu siebie i samooceny, która pomaga dorastać w poczuciu własnej wartości oraz dążeniu do samodzielności, a jednocześnie postawie pełnej empatii i umiejętności współpracy. Polecam 🙂

cofnij